2010-02-12

Ofiara Czasu cz1

Jakieś 11 lat temu napisałem coś takiego, i jakieś 2 lata temu przepisałem do doc-a, nadszedł czas pokazać to w internecie i zostać zniszczonym przez krytykę ludu! :D No nic w miarę miłego i zrozumiałego(?) czytania. Jest tego więcej tylko nie wszystko zostało przepisane poprawione błędy ort etc ;), jak znajdę czas to będę publikował dalej



Jest zbyt wcześnie by zapomnieć i zbyt późno by pamiętać. Był to stary, zaniedbany średniowieczny zamek, mur tego zamku pokrywały już liczne krzaki wrośnięte w kamienie a ściany rozdzierała woda swym nieujarzmionym żywiołem. Przez setki lat zamek próbował być zdobyty przez legiony śmiałków którzy zginęli za swą chciwość, głupotę a może mieli dość tego padołu jakim była ta kraina.... ale to wkrótce ma się zmienić, przynajmniej dla mnie....

Zaczynam tą opowieść w drodze do wioski w której to wszystko się zaczęło, przybyłem tu za wewnętrznym głosem, czułem jakby ten zamek wzywał mnie... Nie mogłem przestać myśleć o opowieściach krążących wokół tego miejsca, już kiedy usłyszałem ja po raz pierwszy od pewnego pustelnika, gdy wędrowałem na północ po wielkich pustkowiach gdzie słonce wypaliło glebę wiedziałem ze muszę tam iść potem jeszcze te sny....

Dotarłem - przywitała mnie deszczowa pogoda po czasie jaki spędziłem na pustkowiach było to przyjemna zmiana, ale jak czas pokazał nie nacieszyłem się nią długo... Zdjąłem z konia cały mój dobytek - nie było tego dużo trochę jedzenia zardzewiały miecz i dużo wody bardzo dużo.... takie przyzwyczajenie... kiedyś może mi uratować życie... Zresztą miałem przy sobie trochę srebra, sztylet przemoczone ubranie.... Długo się nie zastanawiając wprowadziłem konia do stajni i wybrałem się do najbliższej tawerny, nie trudno było ją znaleźć odgłosy bijatyk i śpiewu były już słychać od znajdującej się kawałek drogi stajni... Stwierdziłem że to bardzo mile miejsce. Drzwi nie musiałem otwierać, akurat ktoś został delikatnie wyproszony i otworzył drzwi własną głowa, niezbyt się tym przejął pewnie nie był w stanie się tym zmartwić (Trunki w okolicznych tawernach zawierały duże ilość nieznanych dolewek koloru żółtego słonawego w smaku z lekką goryczką spirytusu ) . Po tak "ciepłym" przywitaniu, postanowiłem się napić czegoś orzeźwiającego. Przemknąwszy się pomiędzy bijącymi zbrojnymi zrobiłem unik przed latająca lawą i znalazłem się przy karczmarzu. Nie zastanawiając się poprosiłem o ciepłe mleko........ .. . W tym momencie nie wiedziałem czy on ma ochotę mnie zabić czy umrzeć ze śmiechu, nagle wszystko stanęło nikt nie krzyczał śpiewy zamilkły nawet ława jakby zaczęła się unosić w powietrzu i jak na złość nie chciała uderzyć człowieka w stanie znacznego stanu braku pamięci i bólu głowy przez klika dni ( zwany niekiedy kacem ) . Na szczęście karczmarz zareagował tym drugim i nie tylko on a i cała karczma wybuchła śmiechem, nawet na twarzy zbrojnych pojawił się uśmiech ( a ciężko się uśmiechać bez przednich zębów i spuchniętymi ustami ) Kidy przestali się śmiać wrócili dalej do swoich „zabaw”. Ława spełniała swoje założenia i oparła się o głowę przypadkowej ofiary. Moi „nowi” przyjaciele byli chętni do rozmów, dowiedziałem się kilku interesujących rzeczy o zamku, nikt się nie zbliża od kilku lat odkąd ponad 30 zbrojnych tutejszego barona wyruszyło by sprawdzić co się stało z poprzednimi podróżnikami, ale tak jak oni nie wrócili już z zamku.

Dowiedziałem się również że nie tylko ja ich dzisiaj wypytuje o zamek, lecz także był jakiś nieznajomy podróżnik. Poprosiłem karczmarza o pokój, a on wskazał mi izbę ( podobno czyste jak tyłeczek elfiej panny.. raczej nie panny... i nie elfickiej ). Stałem tak jeszcze przez chwilkę wpatrując się w niego i wtedy zrozumiałem coś przerażającego!..... mogę zapomnieć o ciepłym mleku.

Brak komentarzy:

Top 5 List